Mięsopust - „kuse dni”- ostatki

Strona główna » Skansen » Aktualności » Mięsopust - „kuse dni”- ostatki

MIĘSOPUST - "KUSE DNI" - DNI SZALONE - OSTATKI -

OSTATNIA NIEDZIELA KARNAWAŁU - OSTATNI WTOREK KARNAWAŁU


 

Przysłowia dotyczące tego okresu to:

 

Jak ostatki, taka Wielkanoc;

Jako zapusty pogodne bywają,

Świąt wielkanocnych tak się spodziewają.

 

W ostatnim tygodniu zapustów, w ich ostatnie trzy dni bawiono się najhuczniej. Był to czas wzmożonych działań magii agrarnej, czas odwrócenia norm.

Duchowieństwo zwracało się w tym czasie do wiernych o umiarkowanie w zabawie. Autor przekładu Pisma Świętego na język polski ksiądz Jakub Wujek w XVI wieku gromił:

mięsopusty od czarta wymyślone bardzo pilnie zachowują.

 

Zwyczaje związane z ostatnimi dniami zapustów:

Na obszarze wschodniej Polski w sposób szczególny świętowano ostatnią niedzielę karnawału, przypadającą na czas końca zimy. Dziewczęta wykonywały obrzęd klikania wiosny. Po mszy świętej panny zbierały się i wypiekały korowaj- ciasto obrzędowe. Przygotowywały również pisanki. Następnie z ciastem i pisankami szły w orszaku na najwyższe wzniesienie w okolicy. Dar, który przyniosły, kładły na ziemi; tłukły jaja, by wyszła z nich siła witalna, siła płodności. Przedstawiona scena to obraz oczekiwania druhen i dziewcząt na pannę młodą- wiosnę. Po powrocie do wsi rozpoczynało się wesele. Cała społeczność dzieliła korowaja, rozdawano pisanki. Otrzymanie i zjedzenie kawałka ciasta miało znaczenie magiczne, zapewniało urodzaj. Całość kończyła wspólna zabawa.

 

 

W Radomskiem od niedzieli zapustnej do ostatniego wtorku trwały pochody kusaków, zwane kusakami jedlińskimi (nazwa pochodzi od nazwy miejscowości, w której odbywały się zabawy). Pierwsza wzmianka o tym zwyczaju pochodzi z połowy XIX wieku. Jej autorem jest proboszcz Jedliński, ksiądz Kloczkowski. W kusy wtorek, po południu na rynku w mieście zbierał się sąd nad śmiercią, a następnie odbywała się egzekucja śmierci i wywóz za miasto. W samum mieście rozpoczynała się zabawa i tańce. Ostatni dzień zapustów (ostatni wtorek, kusy wtorek) charakteryzował się istnym szaleństwem. Hałasy w tym dniu i w nocy były wielkie. Mężczyźni i kobiety zbierali się w karczmach, by wspólnie się bawić. Historia tych zabaw sięga minionych wieków. Są one pozostałością dawnych obrzędów, których celem było zapewnienie pomyślnych zbiorów. Kobiety wykonywały taniec „na len i konopie”, to znaczy skakały, jak tylko najwyżej mogły. W taki sposób miały zapewnić odpowiednią wysokość roślin:

 

Na konopie, na konopie, żeby się rodziły,

Żeby nasze dzieci i my nago nie chodziły!

 

Wykonując ten taniec, wnikliwie obserwowano  w tym dniu pogodę, co znalazło odzwierciedlenie w przysłowiach:

 

Kto chce mieć dobry len,

musi na zapusty jeździć saniami.

Kiedy pada w ostatni wtorek,

To z lnem uciekaj na dołek.

 

Mężczyźni tańczyli, skacząc w górę „na owies, pszenicę, ziemniaki”.

 

W Radomskiem, Wieluńskiem w ostatni wtorek chłopcy ubierali drzewko, stawiali na wózek i szli w hałaśliwym orszaku od domu do domu. Tam, gdzie były panny, wywoływano je, stawiano na wózku obok drzewka i licytowano. Licytacja trwała tak długo, aż dziewczyna się wykupiła. Użyte drzewko iglaste postawione obok panny miało zapewnić szybki wzrost przyrody.

 

Kulminację obrzędów zapustnych stanowi podkoziołek- obrzęd popularny w Wielkopolsce, na Kujawach, ziemi łęczyckiej i sieradzkiej.

 

 

 

Panna, która datkowała hojnie i pragnęła, by wszyscy o tym wiedzieli, śpiewała głośno:

 

Oj, trzeba dać pod koziołka, trzeba dać,

Jeśli, która ma się jeszcze z nas wydać.

 

Zwyczajową zabawą, zabijaniem grajka kończono wszelkie tańce, śpiewy i rozrywki.

 

 

Biesiadnicy chwytali grajka, wsadzali na taczkę i wywozili na rozstaje dróg. Skazaniec był uderzany w pośladki garncem z popiołem. W ostatkowy wtorek odbywało się wywożenie młodych mężatek, które były formą wkupienia się przez nie do grona gospodyń. Zwyczaj ten zwał się wkupne do bab. Cały czas kobiety śpiewały, drwiąc ze swego losu:

 

Jakem poszła za Macieja

Za słodkiego dobrodzieja

Już nie muse wody nosić

Bo mom ciągiem w ślipiach dosić.

 

Przed północą jak napisał Władysław Syrokomla w „Dniach dorocznych”:

 

(…) kapela w takt urywa,

I w pół taktu taniec stawa:

Bije północ…swoje prawa

Święty Kościół odzyskiwa.

Do pokuty! Do pokuty!

 

Około północy zjawiał się Zapust, będący  uosobieniem końca szaleństwa zapustnego. W tym czasie gospodyni wnosiła przykryty talerz, gospodarz unosił przykrycie i wówczas odlatywało ptaszę, które było symbolem zapustów. Czas zabaw skończył się. Gospodynie często wnosiły wtedy przykrytego na talerzu śledzia- symbol postu.

W taki sposób żegnano zapusty w Polsce. Był to znak, że nadchodzi nowy czas, „czas światła”.

 


oprac. etnograf Aldona Plucińska, Polskie świętowanie Adwent*Gody*Zapusty, Łódź 2009

współ. etnolog Michał Świercz

„Korowaj”, ciasto obrzędowe, zbiory MAiE/Ł, fot. Władysław Pohorecki

Podkoziołek, figura obrzędowa, zbiory MAiE/Ł, fot. Władysław Pohorecki

Rysunek „Zabijanie grajka” E.M. Andriolli z Zygmunta Glogera, „Rok polski w życiu, tradycji i pieśni, Warszawa 1900, reprodukcja Władysław Pohorecki

 

 

 

Ilość wyświetleń: 140